Koncerty

Droga Damiana Ukeje

Po raz drugi wybrałam się na koncert do klubu Eljazz w Bydgoszczy. Miejsca, które ma swoją niepowtarzalną atmosferę. Miejsca do którego lubię powracać, do którego zawitam jeszcze niejeden raz. Tym razem na muzycznej scenie zagrał swój pierwszy akustyczny recital Damian Ukeje- facet z „wiosłem” (gitarą), jak nazywa swoją wielką miłość.

Na jego występ miałam jechać do Gdańska, ale nie wyszło. Jak widać jednak nasze muzyczne drogi musiały się zejść. To, że Damian Ukeje potrafi śpiewać wiedziałam od paru lat. Po wygraniu programu TVOP zniknął mi z horyzontu a i ja niespecjalnie szukałam płyty tego zdolnego młodego gościa. Ponownie zainteresował mnie wydając nowy album pt. „UZO”.

Piątkowy wieczór, parę minut po 21:00 Damian Ukeje wyciąga swoją gitarę, delikatnie ją stroi, by znaleźć optymalne brzmienie. Szuka kostek do gry, które gdzieś mu się zapodziały. Na stoliku obok stoi woda, whiskey i hallsy. Atmosfera jest bardzo lajtowa, żeby nie rzec przezabawna. Widzę po gadce Ukeje z publiką, że będzie to inny koncert, od tych, które miałam okazję ostatnio zobaczyć. Tutaj nie ma napinki, nie ma gwiazdorstwa. Jest luz, jest ogromny dystans do siebie jako muzyka i jako człowieka.

Organizator- Jacek Górny dumnie w koszulce Realu Madryt zapowiada jego występ. Grypsuje, że mają coś wspólnego- obydwaj są łysi… ale to Damian ma bardziej przechlapane, bo nie dosyć, że łysy, to jeszcze czarny… a takim to się nie ufa. Żartów tego typu jest tego wieczoru co niemiara. Damian opowiada m.in. o swoim nowym przezwisku: „byłem już nazywany czarnuchem, asfaltem, murzynkiem bambo, ale od niedawna jestem ciapatym”. Podziwiam ten jego dystans i to, że naprawdę ma w dupie te wszystkie rasistowskie zachowania.

Koncert rozpoczyna się utworem „Drzewo” z UZO, które w języku ojca Damiana oznacza drogę. Ktoś z publiczności krzyczy, że także grecką wódkę… Wszyscy wybuchamy więc śmiechem. Mamy szczęście, że Damian ma ze sobą wiosło. Nie wiedzieć czemu był święcie przekonany o tym, że będzie w El Jazzie grać z zespołem, a tu zonk… Przyjechał do Bydgoszczy (tak, tak, nie bynajmniej do Bydgoszczu) bez gitary… A że żaden środek transportu ze Szczecina do Bydgoszczy nie jest wstanie mu dostarczyć wiosła, to Damian poratował się Internetem i bla bla carem. Gitara szczęśliwie dotarła na czas…

Ten wieczór jest mieszanką ciekawego i charyzmatycznego grania, z charakterystycznym chropowatym wokalem Damiana Ukeje, który tłumaczy się, że zachorował przez klimatyzację w pociągu… Cóż jak to bywa, albo działa na maksa, albo wcale. Tym razem działała na maksa… Publiczności jednak to nie przeszkadza, daj Boże, żeby każdy wokalista w tym kraju śpiewał będąc chorym tak, jak dzisiejszego wieczoru Damian.

Cieszę się, że ludzie przyszli po to, by Ukeje posłuchać. Nikt nie nagrywał i nie świecił telefonami. Publiczność zatopiła się w muzyce Damiana, która momentami wzruszała jak np. podczas „To nie ten świat”, czy naprędce zaimprowizowanego numeru „A4” a chwilami wyrywała z letargu. Zwłaszcza, gdy śpiewał rockowe zagraniczne covery. Damianie- Twoja wersja “Crazy” zacna! Osobiście najbardziej spodobał się wykon na bis „Stanu nieważkości”.

Ukeje ma talent, ma też osobowość i ma charyzmę na scenie, na której czuje się jak ryba w wodzie. Nie gwiazdorzy, jest normalnym facetem, pełnym poczucia humoru. Gościem z porządnym męskim wokalem, który mam nadzieję wyda jeszcze niejedną płytę. To koleś z niesamowitą wrażliwością, potrafiący rozwalić scenę piękną balladą i zarazem roznieść ją na strzępy rockowym wygarem.

Z wielką ochotą posłucham go z udziałem całego zespołu, bo wiem, że na bank mi się spodoba. Nie jest to powiem pacynka, czy kukiełka stworzona w muzycznych konsumpcyjnych celach, którego na próżno szukać w komercyjnych stacjach radiowych. To człowiek, który kocha bycie muzykiem, który trafia do odbiorcy. Drogi Eljazz-ie, proszę o więcej takich koncertów z udziałem ludzi zdolnych i mających coś mądrego do powiedzenia na tym naszym rodzimym rynku muzycznym. A Tobie, Damianie Ukeje życzę, abyś jak najdłużej dostarczał ludziom takich emocji, jak wczorajszego wieczoru mi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *