Wywiady

Muzyka jest dla nas językiem emocji- wywiad z zespołem Blauka

Kiedy robisz z pasją to, co kochasz wówczas stajesz się autentyczny. Sięgasz bowiem do swojego wnętrza i wydobywasz z niego to, co masz w sobie najcenniejszego.

Gdy pokazujesz to światu, dajesz temu drugie życie i to już przestaje być tylko twoje a staje się też innych ludzi. Dwa lata wspólnej pracy, słuchania własnych emocji i przekazywanie ich za pomocą słów, dźwięku i obrazu spowodowało, że możemy dzisiaj słuchać debiutanckiego albumu zespołu Blauka.

Mam w życiu to ogromne szczęście, że rozmawiam z ludźmi, którzy są wrażliwi, piękni i świadomi tego, co robią. Oni wierzą w to, że prawda zawsze się obroni.

Podczas naszego spotkania miałam okazję, przekonać się, że można tak zwyczajnie usiąść przy kawie w macu i po prostu porozmawiać, pożartować, ale także powiedzieć coś ważnego i osobistego. Nie trzeba się spinać, tylko być swobodnym.

Nasz wywiad skończyliśmy grubo po północy. Toruń był dla nas łaskawy, choć pożegnał nas chłodem, to oszczędził deszczu. Ja, choć zmęczona, wracałam do Bydgoszczy z uśmiechem na twarzy. Mam nadzieję, że oni do Warszawy także.

Gina i Piotr, to promienie słońca w jesienny mglisty poranek. To radość, która bije z ich twarzy, to duet, którego się nie zapomina, któremu się kibicuje i trzyma za niego kciuki.

Piotrze, w marcu 2017 roku grałeś koncert w tym samym klubie, co dzisiaj. Od tamtego czasu kariera Ralpha Kaminskiego, z którym wówczas występowałeś na scenie, wystrzeliła mocno w górę i dzisiaj ma on już swoją wierną publiczność. Gra na dużych festiwalach, ale zaczynał właśnie od takiego małego klubu a Wy jaką chcielibyście mieć publiczność?


Georgina Trasiuk: Jak tworzysz swoje piosenki, to próbujesz sobie wyobrazić, kim może być ta osoba, do której trafi dany utwór. W naszym przypadku zaskakujące jest to, że z perspektywy koncertów, które już zagraliśmy, to widzimy, że przekrój wiekowy jest dosyć duży. Przed sceną są osoby bardzo młode, te w naszym wieku, ale też i starsze. Nie wybieramy naszej publiczności, lecz dopiero ją poznajemy. Nie możesz sobie nagle zamarzyć, jakich chcesz mieć odbiorców, to nie działa w ten sposób.

Piotr Lewańczyk: Im bardziej człowiek cyrkluje w jaką grupę odbiorców uderzyć, to tym bardziej się zaskakuje. Wspomniałaś o Ralphie Kaminskim, w momencie kiedy dobre parę lat temu powstawała płyta “Morze”, to sam się zastanawiałem kto tego albumu będzie słuchał. Nie wiedziałem, kim ten odbiorca będzie. Myślałem, że może jednak ten starszy a okazało się, że jest on bardzo młody. A jak będzie u nas? My jeszcze tego nie wiemy.


Jakim symbolem jest dla Wasz debiutancki album?


Gina: “Miniatura” jest zbiorem 10-ciu piosenek, które próbowaliśmy zamknąć pewną klamrą. Ta płyta powstawała po kolei, utwór po utworze. Każdy z nich jest historią i opowieścią o bardzo krótkiej treści, bo przecież takie są piosenki. Gdy pisałam tytułowy utwór, to wspólnie z Piotrem stwierdziliśmy, że może dobrze by było aby płyta miała taki tytuł.

Czy ona jest symbolem czegoś? Na pewno jest zapisem pozytywnego okresu w naszym życiu oraz początkiem naszej wspólnej muzycznej drogi.

Piotr: Ta płyta pozwala zobaczyć całość z wyższej perspektywy, gdyż nasze piosenki opowiadają w dużej mierze o życiu.


Pamiętam datę premiery Waszego albumu. Jechałam wtedy pociągiem do Poznania a za oknem przemykał mi świat. Ta zmieniająca się przyroda była dla mnie symboliką zmieniającego się życia. Była wtedy mgła, z której przedzierały się pojedyncze promienie słońca, pola mieniły się brązem a liście drzew złotem i czerwienią.

Czy wydanie “Miniatury” we wrześniu było przypadkowe? Dla mnie ta płyta jest bowiem wielobarwną ciepłą jesienią?


Piotr: Podeszliśmy do niej z dużym dystansem, gdyż tak naprawdę to ona powstawała przez 2 lata. Faktycznie mieliśmy ją wydać trochę wcześniej, ale kiedy ją w całości odsłuchaliśmy, to stwierdziliśmy, że to zdecydowanie nie są letnie piosenki, one są już jesienne. Uważam jednak, że w życiu w ogóle nie ma przypadków i dlatego “Miniaturę” wydaliśmy we wrześniu.


Gina: My teraz widzimy, że ta płyta może mieć bardzo dużo różnych barw i odcieni a piosenki podczas koncertów zaczynają żyć swoim własnym życiem. Mam wrażenie, że one też już inaczej muzycznie brzmią. Byłam przekonana, że ta płyta jest bardzo promienna i przepełniona lekkimi melodiami, które w zasadzie kontrastują z tym, co jest w tekstach.

Z perspektywy czasu wydaje mi się jednak, że ona po prostu pasuje do tego, czego akurat słuchacz w danym momencie potrzebuje. Myślę, że tej płyty będzie się dobrze słuchało także wiosną. Wówczas na pierwszy plan wyjdą te bardziej błyszczące piosenki. Natomiast teraz wybrzmiewają te bardziej mroczne, które mają w sobie ciemniejsze barwy.


Stąd też wynika ten widoczny na okładce płyty dualizm. Album w wydaniu fizycznym ma bowiem dwie ilustracje do wyboru. Główna i większa jest ilustracją dnia a mniejsza, ukryta pod spodem jest miniaturką nocy. Zgadzam się też z tym, co powiedziałaś, że całokształt tej płyty komponuje się przez słuchanie, podróżowanie i obraz.


Czy macie sentyment do brązu, bo mi kojarzycie się właśnie z tym kolorem?


Piotr: Kolor brązowy jest synonimem lat 70-tych, do których nawiązujemy w naszej muzyce. Jak się sięgnie wyobraźnią do tych lat, to pojawiają się w niej charakterystyczne brązowe sztruksy. Na pewno jest on też bliższy bardziej stonowanym brzmieniom.


Gina: Ja go lubię a w moim życiu jest on na równi z czarnym. Do Blauki róż na pewno by na tej płycie nie pasował, ale brązowy już tak (śmiech), ale co będzie kiedyś tego nie wiadomo (śmiech).


Skąd czerpaliście inspirację na ten album? Jak to jest, kiedy słońce pieści nadgarstki?

Gina: Nigdy nie mieliśmy tak, że siadaliśmy i dywagowaliśmy: “To słuchaj, może napiszemy tekst o tym, czy o tamtym”. Piosenki powstawały samoistnie i z potrzeby chwili. Dużo tekstów jest zaczerpniętych z historii, które nam się przytrafiły albo po prostu z wniosków, które ja wyciągam obserwując innych ludzi i ich relacje.


Lubię też wpleść do tekstów ciekawe elementy, które zmuszą słuchacza do sięgnięcia pamięcią do filmowych rejonów. Zacytowałaś fragment z utworu “Polana”, w którym są ukryte dodatkowe “myki”, jak chociażby nawiązania do “Hydrozagadki” (to komedia fantastycznonaukowa z 1970 roku, która jest utrzymana w konwencji groteski, parodii filmów sensacyjnych i opowieści komiksowych o superbohaterach) i znanego zwrotu: “zdejm kapelusz”. Film i to, co jest w obrazie powodują u mnie, uruchomienie procesu twórczego. Często do napisania piosenki nie inspiruje mnie np. sama zasłyszana muzyka, lecz obraz, coś co zobaczyłam.


Gdy pisałam utwór “Figle zuchwałe” to wyobrażałam sobie 30-letnią dziewczynę, która myśli o wymarzonym chłopcu, który spełni jej wszystkie oczekiwania. Jednak ona go nie znajduje, bo przecież żyjemy w takich czasach, w których wszystko, co dostajemy, to mamy na chwilę, na już.


Piotr: Pozwól, że się wtrącę. Ona finalnie znajduje tego chłopca, ale okazuje się on być po prostu osłem.


Kiedy słucha się Waszych zapadających w pamięć i niebanalnych tekstów, to do głosu dochodzi imaginacja. Trudno Ci się je Gina pisało?


Gina: Mam wrażenie i czuję, że zrobiłam dopiero swój pierwszy krok w pisaniu i że jeszcze mnie czeka bardzo dużo pracy nad samymi słowami. “Miniatura” jest zbiorem tekstów, które mnie wówczas wyrażały. Teraz jednak mam już kolejny bagaż opowieści, w którym mogę się dalej rozwinąć i bardzo chcę już robić następną płytę (śmiech).


A tu jeszcze trzeba grać starą.


Gina: Tak, ale grać te piosenki na żywo to czysta przyjemność.


Sposób, w jaki śpiewasz teksty z tej płyty jest bardzo zaczepny, prowokacyjny, uwodzicielski. Obok takiego przekazu nie można przejść obojętnie. To jest już Wasze, ten uśmiech, radość i zachęcenie słuchacza do flirtu.


Gina: W naszych utworach jest dużo treści, które wymagają figlarnej interpretacji, której nie da się brać tak do końca na poważnie. Każda piosenka wymaga od mnie innego podejścia, łącznie z mimiką i gestykulacją. Najwięcej kosztuje mnie jednak zmierzenie się z tymi utworami, które powodowały u mnie łzy, kiedy je pisałam.

Okazuje się, że to wcale nie jest tak, że tylko jak za pierwszym razem coś napiszesz, to wywołuje to w tobie emocje i że tylko wtedy płaczesz . Tak samo dzieje się potem na koncercie, bo te emocje za każdym razem wracają, ale odnoszą się już do innej sytuacji w życiu. To, co wtedy w sobie miałaś ewoluowało, ale za każdym razem jednak wymaga tej samej interpretacji.

Pamiętam, że gdy byłam mała, to zastanawiałam się dlaczego Edyta Geppert płacze za każdym razem, kiedy wykonuje utwór “Jaka róża, taki cierń”. Teraz odczuwam to sama na własnej skórze i to nie jest aktorskie, to jest po prostu taka emocja…


Skoro rozmawiamy o emocjach, to w kwietniu, podczas festiwalu “Enea Spring Break” w Poznaniu usłyszałam pierwszy raz Wasz bardzo uczuciowy utwór “Haj”. Jest to moja ulubiona piosenka z “Miniatury”. Zauważyłam wtedy, że jest Ci ciężko go śpiewać. Czy Ty przegoniłaś już swoje życiowe demony samotności?


Gina: Akurat wtedy miałam ciemniejszy moment w swoim życiu, który wydarzył się krótko przed tym, jak go napisałam. Pamiętam jeden bardzo ciężki i przepłakany wieczór, podczas którego uruchomił się we mnie proces twórczy, wtedy powstała ta piosenka.

Dzisiaj pomimo tego, że już takich emocji, które wtedy we mnie były, nie ma tak dużo, to jednak one są dalej w uśpieniu. To nie jest tak, że się ich raz na zawsze pozbędziesz. Często brakuje tylko jednego schodka, z którego się potkniesz i nagle czujesz, że lecisz w dół a one pojawiają się z powrotem.

Z tą piosenką jest też coś dziwnego, bo okazało się, że stała się ważna dla wielu osób i zaczęła mieć dla nich znaczenie. Przez co dostała jakby kolejne życie. To już nie jest tylko tekst, który ja napisałam i tylko ja się z tą ciemnością mierzyłam. Teraz daliśmy ją wspólnie z Piotrem już pewnej grupie osób, która jak się okazuje utożsamia się z podobnymi problemami i też na pewno znajdzie w niej odwołanie do różnych sytuacji w swoim życiu.


Ludzie czują, że ta piosenka jest prawdziwa. Byłam na koncertach, po których płakali i dziękowali artyście za ich emocjonalne i prawdziwe teksty, z którymi mogli się utożsamić. I faktycznie jest tak, że te piosenki w trakcie koncertów dostają swoje drugie życie.


Gina: Przez taką piosenkę oddajesz komuś część siebie a to jest bardzo osobiste. Odsłaniasz swój czuły punkt a nie każdy chce się dzielić tym, że ma w sobie jakieś słabości. Tak naprawdę okazuje się, że dużo osób je ma i że wszyscy jesteśmy ulepieni z tej samej gliny.


Tak, ale myślę, że ludzie boją się też o tym głośno mówić a jak usłyszą, że ktoś inny też tak ma, jak oni, to jest im raźniej.


Gina: Kiedy ktoś jest wstanie zaśpiewać o tym, że ma swoją ciemną stronę, to faktycznie innym ludziom też jest lżej. Na pewno jak to od kogoś usłyszą, to mogą sobie przynajmniej uświadomić, że nie są z tymi emocjami sami.


Czy można powiedzieć, że pisanie piosenek przynosi ulgę? Łzy przecież mogą być symbolem wewnętrznego oczyszczenia.


Gina: No pewnie, to jest chwilowe wyrzucenie emocji z siebie. Tak naprawdę pisanie o czymś trudnym działa również w terapeutyczny sposób. Dlaczego w ogóle zapisujemy jakieś swoje trudne, złe emocje w pamiętniku? Przecież nikt ich nigdy nie widzi? Wydaje mi się, że te notatki powstają właśnie po to, żeby się oczyścić z tych trudnych doświadczeń.


A czy macie takie swoje prywatne miejsce, taki swój własny azyl, w którym słuchacie szumu drzew albo taki swój domek na plaży?


Piotr: Ta piosenka powstała głównie dlatego, że takiego miejsca nie mamy. Ten utwór jest obrazem naszej tęsknoty do jego posiadania.


Z tymi kapciami?


Piotr: Tak, z tymi kapciami, z jedzeniem ciastek…


Gina: Z naparem z imbiru, goździków i z kocykiem.

A słuchacie starych płyt?


Gina: Ja słucham muzyki głównie cyfrowo. Trzeba przyznać, że w dzisiejszych czasach jest to dosyć wygodne. Ten inteligentny internetowy system Ciebie wyczuwa i nagle znajduje taki utwór, na który byś sama nigdy nie natrafiła. To akurat jest pozytywny skutek nowej technologii cyfrowej. Bardzo często wracam też do starszych nagrań, lubię je.


Piotr: W tym domku na plaży w przyszłości nie chciałbym słuchać muzyki za pomocą streamingu, ale faktycznie tej muzyki dużo się ostatnio przewinęło w naszym domu. Także tej z czasów, kiedy byłem dzieckiem, gdy moi rodzice puszczali swoje ulubione płyty takie, jak chociażby Pink Floydów, czy zespołu YES.


Gina: Ale zobacz, my słuchamy teraz muzyki, bo nie jesteśmy obecnie w twórczym ciągu. Jak nagrywaliśmy płytę, to praktycznie w ogóle niczego nie słuchaliśmy, tylko robiliśmy własną muzykę. Dlatego teraz mamy w końcu czas, żeby czegoś rano posłuchać.


W ogóle fajnie się słucha muzyki nocą jadąc np. samochodem.


Piotr: Ja jestem fanem słuchania muzyki w podróży. A jeszcze najlepiej nocą, tak jak mówisz, tak jest faktycznie najlepiej. Słuchawki i podróż to jest naprawdę coś ekstra.

Człowiek wchodzi wtedy tak trochę do innego świata. Za oknem mija ci życie, jest wizualizacja a w uszach słyszysz słowa i dźwięki. To jest niesamowite jak głęboko potrafią one do człowieka dotrzeć.


Piotr: Tak, o ile pismo może być przekaźnikiem myśli i idei, tak muzyka jest dla mnie językiem emocji. Przez muzykę możemy wyrazić je tak samo, jak przez mówienie, czy pisanie jakiejś treści.


Gina: Czyli chcesz powiedzieć, że piosenka jest takim idealnym combo?


Piotr: Tak.

Wspieracie się wzajemnie na scenie?


Piotr: W sześcioosobowym zespole, który tak naprawdę jest organizmem działającym w jednym celu, aby dotrzeć do słuchacza, to faktycznie wzajemne wsparcie i interakcja pomiędzy muzykami są bardzo ważne. Dlatego więc staramy się o nie dbać. Dużo lepiej też wykonuje się muzykę, gdy czujesz, że jesteś w grupie osób, które lubią to samo co ty czerpiąc z tego dużą radość. To jest w zasadzie esencja bycia muzykiem, ten jeden organizm a nie pojedyncze jednostki, które wykonują swoją pracę bez emocji.

W czasach tych jedno sezonowych i plastikowych artystów dostrzegam coraz bardziej, że ludziom potrzeba w życiu autentyczności. Potrzeba też artystów, którzy nie kopiują innych i pokazują siebie takimi, jakimi są.

Wy jesteście inni, zapadacie w pamięć. “Miniaturę” wydaliście sami, bez udziału wielkiej wytwórni fonograficznej czy mieliście dowolność przy jej tworzeniu?


Piotr: Tak, to jest 100% naszej inwencji twórczej, która nie była w żaden sposób przez nikogo hamowana. Nie jest tajemnicą, to że większość rzeczy dookoła Blauki robimy sami. Nikt nam więc nie powiedział, że tak nie można tego zrobić, bo to się nie sprzeda. Tak naprawdę to jedynymi stróżami “Miniatury” byliśmy my sami.


W naszej pracy jest tak, że Gina jest specem od ładnych melodii, czyli takim ying a ja jestem specem od trudnych harmonii i dysonansów, czyli yang i to jest nasze kontrastowe połączenie, które pozwoliło nam stworzyć właśnie takie brzmienie. Wielokrotnie podczas tworzenia tej płyty nie byłem pewien, czy do końca odjeżdżając w jakąś stronę nie robimy już kroku za daleko, finalnie jednak myślę, że nie przesadziliśmy.


Gina: Trzeba przyznać, że ten proces, kiedy się pisze, tworzy i nagrywa piosenki jest najfajniejszy. Jednak przed nami jest jeszcze dużo koncertów do zagrania. Możliwe więc, że granie na żywo uplasuje się u mnie na wyższej pozycji.


Piotr: Jak już wchodzimy w temat tworzenia, to rzeczą, która była dla mnie bardzo charakterystyczna, było to, że bardzo często odchodziliśmy od dźwięków, które już gdzieś, kiedyś słyszeliśmy. To trochę tak, jakby ustawić gpsa, który wyznaczy ci najprostszą drogę, jaką masz jechać od punktu A do punktu B. My za każdym razem, gdzie można było skręcić i pojechać objazdami, to tak właśnie robiliśmy. Finalnie dlatego ta płyta jest inna niż wszystkie.


Gina: dojechałeś do celu?


Piotr: Tak, a ile po drodze zwiedziłem (śmiech).


Patrząc na Ciebie Gina na scenie, widać kruchość, wrażliwość i delikatność, ale też zarazem wybuchowość, determinację i szaleństwo, jesteś właśnie taka?


Gina: Myślę, że jest to najtrudniejsza mieszanka do codziennego życia, ale na scenie jest odtworzeniem tych wszystkich emocji, które są na płycie i tą dużą emocjonalność powinien posiadać każdy, kto występuje na żywo. Bez niej ciężko jest opowiedzieć to, co zostało napisane na płycie.


Piotr: Każdy z tych atrybutów, które wymieniłaś jest artyście potrzebny: emocjonalność i wytrzymałość w różnych rzeczach. Trzeba też być trochę szalonym, by samemu wydać płytę, czy wpakować zespół do busa i pojechać gdzieś w Polskę nakręcić teledysk.


Gina: Albo wydać taki klip, który byłby totalnie inny!


Piotr: Pytanie, co jest u nas bardziej przeważające: emocjonalność, szaleństwo czy wytrwałość?


Gina: To zależy też na jakim etapie się daną osobę poznaje. Czy Ty pamiętasz, jak mnie poznałeś? Jak się rozwinęła przy Tobie moja osobowość?


Piotr: Tak, pamiętam… (chwila zadumy). Chyba jednak przeważa u nas szaleństwo (śmiech). Chociaż wiadomo, że podczas tworzenia, to przeważa emocjonalność a nie wytrzymałość.


Gina: Dzięki temu, że wiele rzeczy robimy sami, to możemy się też dużo nauczyć o organizacji koncertów, czy o różnych działaniach medialnych. My zebraliśmy te nasze wspólne doświadczenia i dzięki temu jest nam łatwiej. Pomimo tego, że cały czas coś nas zaskakuje, ale na tą chwilę to też już jesteśmy wstanie dużo przewidzieć.


Czy prawda może się w muzyce obronić?


Gina: Chyba jest to pytanie retoryczne, na które już sobie sama dałaś odpowiedź, ale jak się okazuje nie tylko ona może funkcjonować w muzyce.


Piotr: To w zasadzie zależy od tego, jak daleko patrzy osoba, która tworzy muzykę. Działając na krótki dystans myślę, że kreowanie rzeczy mniej prawdziwych, czy lekko rozmijających się z prawdą się nie sprawdza. Choć można sobie np. zafundować taki amerykański sen, ale myślę, że jak się myśli długofalowo, to jednak prawda w muzyce zawsze wygra.