Recenzje

Muzyka jest relacją

                Ostatnia sobota sierpnia, jeszcze zabiegana, jeszcze pełna wydarzeń, choć aura najwyraźniej powolutku podąża już ku jesieni. Zmęczona całodziennym uczestnictwem w warsztatach świadomej pracy z ciałem pojechałam do Ukrytego Miejsca w Sopocie, by odpocząć przy dźwiękach muzyki Aliny Jurczyszyn i Michała Zelenibore. Muszę przyznać, że bilet na koncert kupiłam w ciemno, zachęcona słowami Anny-Marii i Przemka, że “będzie pięknie“.

                Nie słucham takiej muzyki na co dzień i muszę przyznać, że tak naprawdę to nie miałam wcześniej z nią styczności. Do Ukrytego Miejsca przywiodła mnie też energia radości Michała i spokoju Aliny, jaką dostrzegłam na zdjęciu promującym to wydarzenie na facebooku.

                Tak naprawdę, to na ten koncert przywiodła mnie ciekawość i ufność. Usiadłam na fotelu grzecznie czekając aż Alina i Michał zaczną występ. Rozejrzałam się wokoło, dostrzegłam parę znajomych twarzy, które były także na koncercie ShatyQS. Na widowni spacerowały małe dwuletnie dzieci, które miały wielką ochotę poznać miejsce, w którym przyszło im się znaleźć. Ich ciekawość zakamarków Ukrytego Miejsca szczerze mnie rozbawiła.

                Na początku muzyka, którą usłyszałam wydała mi się indiańską. Pomyślałam sobie, ok. zobaczymy, co będzie dalej. Po chwili do moich uszu dobiegły dźwięki instrumentu, które skojarzyły mi się z utworem “Conquest of paradise”- Vangelisa. Na mojej twarzy zagościł uśmiech, wyciągnęłam swobodnie nogi a moje plecy i głowa delikatnie opierały się o zagłówek fotela. Byłam odprężona i zrelaksowana, tego mi było potrzeba. Moje serce wiedziało dokąd mnie zabrać.

                Dotąd w swoich relacjach pisałam, że muzyka jest emocją. Dzisiaj napiszę, że muzyka jest też relacją. W sobotni wieczór była relacją między Aliną i Michałem, ale także między nimi a tymi osobami, które zjawiły się w Ukrytym Miejscu, aby ich posłuchać.

                Poczułam, że to nie był zwyczajny występ, to było coś więcej. To był powrót do takiego prastarego odbierania i wyrażania muzyki, który bardzo głęboko tkwi w naszych sercach. On często jest przez nas zagłuszany lub nieodkryty, bo przywołuje nas do źródła, z którego wszyscy pochodzimy. Przybliża nas do natury, która daje nam ukojenie i która nieustannie uczy nas, w jaki sposób mamy żyć. Pokazuje nam m.in. poprzez takie koncerty, jak być bliżej siebie i własnego wnętrza, które jest piękne, jeśli tylko dopuścimy je do głosu i porzucimy maskę codziennego wstydu czy zwątpienia.

                Przyglądałam się rozanielonym, spokojnym, czasem roześmianym twarzom, które tak, jak ja potrzebowały doświadczyć takiego muzycznego spotkania. Takiego po prostu, niezwyczajnego w swej zwyczajności, pełnego prostoty i dźwięku ofiarowanego z serca do serca.

                W mojej pamięci zapadnie mi obraz dziecka, małej dziewczynki, która w pewnym momencie zasnęła wtulona w bicie serca swojej mamy. I dla mnie to też jest piękno muzyki, która potrafi w ludziach wywołać bardzo różne reakcje. Potrzebujemy takich chwil, w których to, co nas trapi, czy sprawia nam trudności schodzi na dalszy plan. Tak naprawdę one nie są takie ważne, gdyż najbardziej w życiu liczy się to, żeby przeżywać życie i cieszyć się każdym jej momentem. Czasem trudnym, ale potrzebnym, by czegoś się nauczyć.

                Jestem wdzięczna za ten koncert i za to, że mogłam go poczuć sercem i napisać o swoich wrażeniach. Nie umiem pisać streszczeń, wolę pisać sercem, wolę improwizować, tak jak miało to miejsce podczas tego koncertu, w którym w pewnym momencie do duetu dołączyła jeszcze jedna osoba, która notabene leżała w wannie. Tak, tak, wanna wypełniona poduszkami, jest elementem dekoracji Ukrytego Miejsca.

                Mam nieodparte wrażenie, że natura zaczyna nas- ludzi do siebie wzywać. Coraz bardziej pokazuje nam, co tak naprawdę jest w naszym życiu ważne i czego potrzebujemy. Ja na pewno potrzebuję dźwięków. Choć nie rozumiałam języków, w których Alina i Michał śpiewali, to jednak nie było ważne. Podobnie bowiem jak reszta uczestników koncertu, mogłam uwolnić swoje gardło, które samoistnie zaczęło nucić i powtarzać słowa danej piosenki a raczej improwizacji słowno-muzycznej.

                I to jest w tym wszystkim niesamowite, że każdy tego typu koncert jest niepowtarzalny, jak energia, która się podczas niego wytworzyła. Otwartość na to, co w danej chwili przychodzi pozwala tworzyć niezapomniane dzieła, które zostają w sercu. Potrafi zbudować relację i sprawić, że muzyka staje się ukojeniem i zabiera nas jakby do innego świata. A może po prostu zabiera nas do domu? Do naszego prawdziwego wnętrza? Mam taką nadzieję 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *