Koncerty

Na kłopoty tylko Krzysio Zalewski live

Tygodniowe koncerty nie należą do moich ulubionych, albowiem poranne wstawanie następnego dnia do pracy bynajmniej nie napawa mnie nadmiernym optymizmem. Czego się jednak nie robi dla Krzysia Zalewskiego, chłopaka pełnego zabawnego poczucia humoru o rockowej i poetyckiej duszy.

Grania na żywo tego gościa, nie mogłam sobie odpuścić. Nie po tak świetnej ostatniej płycie “Złoto“. Choć przyznam, że parę dni wcześniej posłuchałam „Zeliga” i również mi „siadł”. Rzadko się zdarza, żeby artysta o rockowym głosie zaczął romansować z muzyką alternatywną, bynajmniej mi o tym nie wiadomo. Dlatego tym bardziej byłam ciekawa, jak Zalef wypadnie na żywo. Choć może ciekawa, to niezbyt trafne słowo. Znałam bowiem jego power w głosie i domyślałam się, że będzie przysłowiowe „jebnięcie”, ale dopóki nie zobaczysz artysty na żywo, to moim zdaniem „gówno” o nim wiesz… Scena bowiem weryfikuje wszystko i pokazuje, kto jest artystą, a kto zaledwie rzemieślnikiem.

Krzysio Zalewski swój kolejny koncert z trasy „Złoto” grał w Toruniu a więc mieście oddalonym ode mnie o 38 km. Nieco zmęczona wsiadłam do auta i pojechałam do klubu Lizard King i zajęłam tam odpowiednią miejscówkę. Dotarłam o 19.25 a więc dosyć szybko, rzekłabym nawet, że zbyt szybko. Tym bardziej, że organizatorzy jakoś zapomnieli ludzi poinformować, że przed koncertem Krzysia będzie support.

Swiernalis niejednokrotnie występował przed Zalefem. I naprawdę nie mam nic do tego specyficznego gościa próbującego złapać swoje muzyczne 5 minut, ale doprawdy informuje się o tym ludzi, którzy byli dosyć wkurzeni, gdyż Krzysio zagrał jakiś kwadrans po 21:00, a miał o 20:00… Naprawdę rozumiem politykę klubów: drinki, dobra zabawa i te sprawy, ale wierzcie mi dobry feedback też się liczy a ludzie nie lubią być robieni w balona.

Dobrze, że publiczność nie gwizdała zbyt mocno domagając się koncertu Zalefa. A Swiernalis? Cóż, zaśpiewał parę utworów, w tym  “Sierść”- utwór o kotach. Co mogę o nim napisać? Na pewno jest specyficzny. Jak mawiają niektórzy, po jego występie masz ochotę rzucić się z mostu.  Moim jednak zdaniem facet powinien znaleźć swoje grono odbiorców. Chociaż jego inność czasem może być irytująca. Moja rada? Panie Swiernalis napisz pan trochę żywszych piosenek i będzie dobrze!

Swiernalis potrafi nawiązać dialog z publicznością, rzucić paroma żartami, m.in. o Arturze Rojku w Ikei, ale błagam niech mu po koncercie nie wypadają z kieszeni frytki z maca i niech nie zachęca do kupna płyt tekstem: „Kupcie płyty, to będziemy mieli za co wrócić do domu”- bo to trochę słabe jest!

W końcu nastał jednak czas występu Krzysia. Parę poprawek, sprawdzenie sprzętu przez „technicznych” i można startować. Krzysio wchodzi na scenę energicznym krokiem w rytmie piosenki „Jak dobrze”, którą na płycie „Złoto” śpiewa w damsko-męskim duecie. A ja zaczynam się czuć, jak w tej piosence, że nie mam bynajmniej założonego „życiowego kagańca i smyczy”. Zaczęło się więc dobrze, zaczęło się tym, co lubię- nawoływaniem do życia w wolności. Potem przekonam się, że jest to bynajmniej wezwanie niejednokrotne. Obok mnie są sami młodzi ludzie, studenci. Stoję jednak pomiędzy dwoma młodymi małżeństwami, dziewczyną, którą od stania bolą już nerki i zapatrzoną w Krzysia jak w obraz kobietę- która ani razu nie zaśpiewała linijki tekstu (machała jednak flagą, którą dostała od Zalefa). Piętro klubu okupowali faceci i to bynajmniej nie dzieciaki a dojrzali mężczyźni. Jak widać dobrego grania nigdy dość, nawet dla panów z włosami przyprószonymi nieco siwizną.

Dobra atmosfera bardzo szybko udziela się wszystkim w klubie. Krzysio ma ten showmański dar, że potrafi od razu rozruszać publiczność. Ręce wędrują więc do góry a biodra bujają się w rytmie romantycznych ballad i skocznych, gitarowych riffów a kiedy zespół potrzebuje chwili oddechu Krzysio zapodaje świetny przerywnik „O Panie kłopoty mam…, nie zna nikt kłopotów moich lecz pan…” (link poniżej).

Potem tłumaczy fanom, że tak naprawdę to te nasze kłopoty są maleńkie i należy je powierzać tam temu, na górze i będzie git. Krzysio nie ma w sobie wstydu, zalotnie rusza biodrami. Nie ma tremy i mówi o tym, żeby próbować w życiu różnych rzeczy i być wolnym. A, gdy śpiewa utwór „Polsko” nawiązuje do polityki i zapewnia, że tak naprawdę w naszym codziennym życiu jest jej za dużo a nie ma na nie tak naprawdę wielkiego wpływu. Jednym słowem ludzie: „luz”!

Słuchając tego koncertu mam wrażenie, że Zalef nadal jest buntowniczym chłopcem zmieniającym gitary jak rękawiczki. Jego muzyka o tym świadczy, jednak jego teksty są już bardzo dojrzałe i mądre i bynajmniej niebanalne: o spalonych mostach, psie Łajce, czy Tysonie. Krzysio urodził się po to, aby występować na scenie, która jest jego naturalnym środowiskiem. On na niej dostaje skrzydeł, uśmiecha się, pomimo choroby i przeraźliwego kaszlu atakującego go między utworami. Pot zdobi jego skronie, ale nawet brane antybiotyki nie są wstanie powalić go na scenie. Ta energia go nosi do tego stopnia, że na bisie zmienia instrumenty i z gitary przesiada się na perkusję.

Mam wrażenie, że odnalazł swoją muzyczną ścieżkę, do której mi także jest bardzo blisko, bowiem nastrojowe momenty (utwór „Miłość, miłość”) przeplatane są solidnym rockowo-punkowym graniem a wokal Krzysia swobodnie biega po tekście. To jest jego świat, tremy nie odczuwa wcale, ale to normalne, kiedy znasz swoją wartość i wiesz, że to co robisz jest po prostu dobre. Tak mają rockmani, że rozpierdalają system na drobne kawałki. Taki też jest Krzysztof Zalewski, który swoją energią mógłby naładować niejedną elektrownię. Jest jednak przy tym mądrym muzykiem, który mówi o sprawach ważnych, o swoim osobistym państwie, ze złotą walutą ( piosenka „Polsko”) i własnymi zasadami. O uchodźcach i życiowych podróżnikach. Według mnie Krzysio wynosi muzykę rockową na nieco inny wymiar. Dodaje swój pierwiastek, odciska swoje piętno i sprawia, że tej muzyki słucha się z cholerną ciekawością.

Na play liście Krzysio miał 19 utworów. Wszystkich nie zagrał, nie był wstanie, bo choroba okazała się silniejsza, ale ten ponad godzinny koncert był czasem solidnego i dobrego grania. Na taki występ przychodzi się z wielką ochotą i człowiek wychodzi z niego z szeroko uśmiechniętą gębą!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *