Koncerty

Nie ma takiej siły, która nas rozdzieli- XXX-lecie zespołu IRA

Co by nie napisać o zespole Ira- to zawsze będzie za mało, zbyt płytko i powierzchownie. Wszak 30 lat istnienia na polskiej scenie muzycznej zobowiązuję do głębszej refleksji. Tak jest więc i w moim przypadku, bo to kapela, która wspólnie z takimi bandami, jak: Hey czy Varius Manx ukształtowała mój muzyczny charakter. Dorastałam z nią, buntowałam się, fascynowałam mądrymi tekstami i naśladowałam gitarowe riffy. Ira, to moje korzenie, to muzyka najbliższa memu sercu, dzika i nieokiełznana. Po prostu rockowa, jak ja- mieszanka drapieżności z łagodnością lirycznych ballad.

Chciałam mieć takie piękne długie włosy, jakie miał Artur Gadowski, a których teraz już nie ma, które znak czasu przyprószył siwizną. Ale głos… ten głos jest ciągle taki sam… powodujący ciary na plecach, kiedy słychać go w utworze „Mój dom” i wywołujący wzruszenie w balladach „Wiara”, „Nadzieja”, czy „Nie daj mi odejść”.

Radomski zespół  Ira miałam okazję zobaczyć rok temu podczas Sopot Hit Festiwalu. W swojej 30-letniej historii występowali tam już wielokrotnie, podobnie, jak: w Opolu, Jarocinie, Woodstocku czy Odjazdach. To muzyczni wyjadacze, giganci rocka, jak ich zwą. A dla mnie to po prostu zespół, który towarzyszy mi od dziecka i przez całe moje dorosłe życie. Nie wahałam się więc, kiedy na koncertomanii.pl pojawiła się zapowiedź ich koncertu w niedalekim od Bydgoszczy Inowrocławiu. Bilet zabookowałam już w grudniu, choć wiedziałam, że wielką halę widowiskowo-sportową nie tak łatwo będzie zapełnić. Trochę obawiałam się też nagłośnienia, bowiem w takich miejscach zwykle jest ono chujowe. Tym razem byłam jednak bardzo mile zaskoczona, gdy zobaczyłam parawan akustyczny perkusisty pomyślałam, jest dobrze. Często dźwięk rozprasza się po całej hali i słychać tylko instrumenty a wokal niknie gdzieś w tłumie. Ira, to jednak profesjonaliści więc z nagłośnieniem nie było żadnych problemów. Głos Artura Gadowskiego przebijał się i współgrał z głośnym graniem gitar i bębnów.

W hali pojawiłam się kwadrans przed godziną 19:00. Wokół mnie starzy wyjadacze: „wytatuowane 40-stki” ich łysiejący partnerzy, ale także ludzie młodzi. No bo Ira to nie bynajmniej dinozaury odgrzewający wciąż te same muzyczne kotlety. To band, który co płytę (a ma ich na koncie już 11 studyjnych krążków) dostarcza sporą dawkę przebojów. Pomimo tego, że muzycznie momentami jest niczym kameleon, gdyż elementy rock’n’rollowe, hardrockowe (albumy: „Mój dom”, czy „Ogień”), heavy metalowe („Ira”, „1993 rok”) i  trash metalowe („Znamię”), przeplatają się z melodyjnym soft rockiem czy nawet popem („Tu i teraz”, czy „Londyn 8:15”).

Kiedy słyszysz nazwę Ira od razu wiesz, że to nie jest jakaś popierdółka, że to będzie solidne brzmienie i kawał dobrego męskiego wokalu z ambitnym tekstem o czymś konkretnym, o czymś prawdziwym. O wierze i nadziei, życiowych zakrętach, czy przeciwnościach. To teksty dodające otuchy, wzywające do powstania z kolan i wzięcia się w garść, do pokonywania przeszkód i barier. Dlatego są mi tak bliskie, bo w nich odnajduję cząstkę własnych przeżyć.

Koncert rozpoczyna melodyjne intro. Ludzie zaczynają niecierpliwie klaskać i wiwatować a Artur Gadowski śpiewa pierwsze słowa z utworu „Powtarzaj to” z ostatniej płyty „My”- wydanej w 2016 roku. Melodyjne granie kontynuuje w następnym „Ikarze” z krążka „Ogień” z 2004 roku. W „Mocnym” („Tu i teraz z 2002 roku) i w utworze „Taki sam” (z 10 studyjnego albumu „X” z 2013 roku) wokalista zachęca do tego, aby się nie poddawać i nie żyć za karę, kiedy jeszcze bije w nas serce. Po nich  wita się z publicznością i mówi: „Generalnie plan na dzisiejszy wieczór jest taki: gramy i śpiewamy wspólnie, dobra? Zgadzacie się z tym? Cieszę się, trzymamy was za słowo. Nam się trochę tych piosenek uzbierało przez te 30 lat. Niektóre są fajne, niektóre mniej fajne. Postanowiliśmy zagrać  tylko te fajne. Mam nadzieję, że będziecie podzielali nasz pogląd na temat tych piosenek. A teraz zagramy piosenkę, której nie wyobrażam sobie, żebyśmy nie mogli nie zagrać z okazji XXX-lecia. To pierwsza kompozycja zespołu IRA z października 1987 roku”. Rozbrzmiewają więc pierwsze łagodne tony „Zostań tu” (album „Ira” z 1989 roku), które po chwili zamieniają się w totalny gitarowy rozpierdol, by na koniec znowu powrócić do tych łagodnych brzmień.

Po tym numerze Arturowi Gadowskiemu należy się przerwa i  łyk wody. Wędruje więc na bok a na pozycję front mana wysuwa się gitarzysta Piotr Konca (gra z zespołem od 2005 roku), który zachęcony przez głośne brawa i okrzyki publiczności mówi: „Kto nie śpiewa ten fujara, będziemy obserwować was teraz bacznie”. No i zaczyna się wydzierać w piosence z 1968 roku „Proud Mary” z repertuaru zespołu Creedence Clearwater Revival. Utwór znany bardziej jako Rolling on the river i doczekał się m.in. wielu coverów m.in. znakomitego Ike’a&Tiny Turner czy polskiego Acid Drinkers.

Przyznam, że ciśnienie wtedy podskoczyło chyba każdemu, dlatego zespół postanowił nieco zwolnić a do roli wokalisty powrócił Artur Gadowski. Utwór „Wybacz” z ostatniego albumu „My” rozkołysał widownię a ja rozejrzałam się po hali i zobaczyłam tulące się do siebie pary.  Nostalgiczny nastrój nie panował jednak zbyt długo. „Ona jest ze snu”, numer z solowego krążka z 1998 roku Artura Gadowskiego tak bardzo spodobał się ludziom, że po jego zakończeniu sami dalej go śpiewali. Rozentuzjazmowani fani uspokoili się podczas kolejnego utworu- jedynego w historii zespołu Ira napisanego na zamówienie- „Wiara”, który promował I edycję Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w 1993 roku.

W swoim muzycznym dorobku band odbył także trasę akustyczną: „Ira The Best of Akustycznie” a był to rok 2014. Nie mogło więc podczas tego koncertu zabraknąć właśnie tego elementu. Blok akustyczny rozpoczął się numerem: „Nie ma niepotrzebnych” z krążka „Ogień”. Potem chłopaki zagrali jeszcze: „Jestem obcy” („Ogrody” z 1995),  „Londyn 8:15” (z 2007), oraz dwa kawałki z albumu „Mój dom” z 1991 roku: „Nie zatrzymam się” i  „Twój cały świat”. Było to naprawdę smaczne muzycznie.

Po czym Artur Gadowski ponownie usunął się w cień z małym tamburynem w ręku a na pierwszy plan wysunął się Sebastian Piekarek, który grał z zespołem w latach 2003-2005 a powrócił w 2015. Także on okazał się świetnym wokalistą i rozwalił scenę numerem Nirvany z 1991 roku „Smells like teen spirit”. Przydałaby się wtedy straż pożarna, aby ostudzić emocje publiki. Z tej roli wywiązał się jednak Artur Gadowski wykonując gaszący utwór „Nie daj mi odejść” (płyta „9” z 2009 roku). Chyba najbardziej romantyczny, jaki zespół kiedykolwiek napisał. Po miłosnych uniesieniach melodyjna gitara przeniosła fanów do Nowego Jorku, do „Szczęśliwego Nowego Jorku”- drugiego solowego utworu nagranego przez wokalistę zespołu w 1998 roku. Brzmienie gitary stopniowo zaczynało być coraz bardziej mocne. Nic w tym dziwnego, bowiem zabrzmiały tony ostrego numeru „Mój dom”. Stojąca obok mnie para facetów po 40-tce dała się ponieść i darła się na całe gardło podskakując przy tym do góry.

Czas płynął bardzo szybko i po półtorej godzinie piosenką- hymnem „Nadzieja” WOŚPU z albumu „Mój dom” Ira oficjalnie zakończyła swój koncert. Oficjalnie, bo potem były jeszcze bisy a jakże by inaczej. Wcale nie dziwi mnie fakt, że zespół supportował takie tuzy, jak: Aerosmith, Def Leppard, Paradise lost, Bon Jovi i, że dość często był mylnie kojarzony z Irlandzką Armią Republikańską, której skrót brzmi dokładnie tak samo jak nazwa zespołu. Z tego też powodu w 2006 roku został odwołany ich koncert  w Londynie, gdyż obawiano się, że nazwa zespołu zostanie źle odebrana i wywoła niepokój. Swoją drogą mam właśnie z IRA swoją prywatną historię, gdyż właśnie o Irlandzkiej Armii Republikańskiej pisałam swoją pracę magisterską.

Tęsknię czasem za tymi latami, kiedy płyty nagrywało się w studiu przez tydzień, a podczas ich nagrywania w studiu było tak zimno, że niemożliwe było nagranie perkusji. Do chwil, gdy liczyła się tylko muzyka a nie marketingowy look i produkt, do czasów bez komercji. Dlatego z chęcią jeżdżę właśnie na takie koncerty i śpiewam, że „nie ma takiej siły, która nas rozdzieli”. A myślę wówczas o muzyce, która wyryła już swe piętno w moim sercu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *