Ludzie

Pasja, która nadaje życiu sens- parę słów o himalaiście Tomku Mackiewiczu

Pasja, która nadaje życiu sens, która jest niczym oddech, który jest tym pierwszym, co do nas przychodzi i tym ostatnim co z nas wychodzi. Podziwiamy sportowców, artystów, ludzi sukcesu marząc gdzieś tam w środku, żeby też kiedyś zrealizować samego siebie, żeby pokazać sobie, że jednak można.

Droga każdego z nas jest inna, kręta, wyboista. Upadamy, płaczemy, jesteśmy bezradni, ale za chwilę podnosimy głowę do góry i idziemy dalej, bo nie pozwalamy złamać naszego ducha. Czy tak aby faktycznie jest? Czy są to tylko głupie nic ni znaczące frazesy i kołczingowa mowa?

Pamiętam ten styczniowy weekend 2018 roku, kiedy oglądałam tą dramatyczną relację z góry Nanga Parbat i próbę uratowania himalaistów: Tomka Mackiewicza i Elisabeth Revol. Pamiętam, że nie chciałam wtedy iść spać. O himalaizmie nie wiedziałam wtedy praktycznie nic.


W góry nie chodziłam, bo nie miałam nigdy sprawnych nóg. Jednak tego dnia, 30 stycznia 2018 roku coś mnie w środku poruszyło. Coś sprawiło, że od tamtego czasu himalaizm ze mną został.

Zaczęłam się zastanawiać: dlaczego? Co takiego jest w tych pieprzonych górach, że tak wiele osób ryzykuje życie by je zdobyć? Przeczytałam biografie Jerzego Kukuczki, Adama Bieleckiego, Denisa Urubki, Tomka Mackiewicza, dwie książki o wyprawie na Broad Peak. I wiem, że na tym nie skończę, bo moje serce zostało wciągnięte do ich pięknego duchowego świata. Warto przeczytać o tym, w jaki sposób Denis czy Tomek opowiadają o górach. To jest mistyczny świat, niedostępny dla wielu z nas.

Kiedy ratowano Tomka i Elisabeth czytałam w internecie różne komentarze. Nie brakowało tych, w stylu:  “Po co mamy wysłać tam samolot, sam się w to pakował, nie pomagać takiemu”. I z jednej strony można to zrozumieć, bo faktycznie nikt Tomka na siłę w te góry nie pchał. Tylko, czy człowiekowi, który przez 20 lat palił papierosy też mamy odmówić leczenia, kiedy zachoruje na raka płuc? Czy mamy odmówić leczenia alkoholikowi i narkomanowi albo osobie otyłej, która w wyniku przejadania się np. jedzeniem z fast foodów zachorowała na miażdżycę?  Punkt widzenia zależy zatem od punktu siedzenia i często widzi się tylko skrajności a zapomina o tym co jest pomiędzy tym co jest czarne a tym, co jest białe.

Czytając biografię Tomka Mackiewicza miałam wrażenie, że jego piękna wrażliwa dusza nie umiała odnaleźć się w tym pełnym rywalizacji świecie. Jako syn alkoholika i heroinista walczył często z własnymi demonami. Nie akceptował zasad i reguł, bardzo rzadko czuł się w pełni rozumiany przez innych ludzi. Może właśnie dlatego tak bardzo kochał się wspinać, bo tam, wysoko w górach był tylko on i jego Feri- duch który rzekomo zamieszkiwał górę Nanga Parbat.

Ja jestem skłonna uwierzyć, że on naprawdę słyszał i czuł, że ta góra go wzywa, że ona choć tak mordercza i zwodnicza, to  stawia mu jednak wyzwanie. Właśnie jemu, człowiekowi, który sięgnął dna, który jednak się podniósł, pokonał swój nałóg i próbował spełnić swoje marzenie.

Myślę, że każdy z nas ma w sobie taką Feri, która go wzywa do tego, żeby poszedł za tym wewnętrznym głosem i zacząć spełniać własne marzenia. I nieważne, czy są one duże, czy małe. Ważne, że są nasze, że wypływają z nas samych, bo tak naprawdę to one są nami.

Myślę, że ludzie Tomka kochali, bo on był prawdziwy. Dlatego zdobywał pieniądze na wyprawy nie przez wielkich sponsorów a przez crowdfunding. On nie miał wyjebanego w kosmos zaplecza, sypiał czasem w jamie śnieżnej i po prostu doświadczał drugiego człowieka oraz siły i mocy przyrody.

Jego, mieszkańcy Pakistanu, traktowali jak swojego. On z nimi jadł, spędzał czas i rozmawiał. A po wyprawie oddawał im to, co miał i wracał do Polski, bez sprzętu. Mówił też, że siła nie bierze się z zewnątrz, lecz z duszy człowieka, z jego wnętrza. Himalaizm był jego miłością a nie sposobem na biznes. To było przeżycie metafizyczne, to było jego powołanie.

I znowu pojawić się mogą w tym miejscu komentarze. Dlaczego tak bardzo ryzykował? Przecież miał rodzinę! Ano miał, tylko że bez miłości do gór nie był wstanie żyć. To właśnie w górach szukał tej adrenaliny, która dawała mu paliwo do życia i pozwalała mu funkcjonować w normalnym świecie i być ojcem oraz mężem.

Dominik Szczepański przedstawił Tomka w swojej książce “Czapkins” jako człowieka, który był zagubiony. Pełen wątpliwości, który zdawał sobie sprawę, że pomimo tego iż kocha, to sprawia też ból tej ukochanej osobie. On jednocześnie wiedział, że nie umie być inny, że może być tylko taki, jaki jest. Poharatany w środku, poraniony przez nałogi i innych ludzi, ale o złotym sercu.

Miałam wrażenie, że gdyby mógł, to zabrałby swoją rodzinę i zamieszkał w górach, bo gdzie indziej żyć na dłuższą metę nie potrafił. I tak naprawdę, to czytając te wszystkie książki o himalastach dochodzę do jednego wniosku, że góry zostały w ich życie po prostu wpisane.

Urubkę, Bieleckiego po prostu pcha w góry ich wewnętrzny głos, którego nie potrafią i nie chcą stłumić. Pomimo tego, iż wiedzą jakie wiąże się z tym ryzyko i że prawdopodobnie kiedyś w tych górach zginą.

Ja uczę się z takich historii jednego, że wewnętrznego głosu nie da się nigdy zagłuszyć. To, kim jesteśmy i jakie nosimy we własnym sercu pragnienia jest w nas wpisane od dnia narodzin a może nawet i wcześniej. To jest ta część nas, która pcha nas ku temu, co nowe, co pociągające, co wymaga poświęcenia, cierpliwości i determinacji, ale jednocześnie daje nam tak niesamowite uczucie spełnienia, którego nie da się porównać z niczym innym.

I pewnie, że możemy nie rozumieć himalaistów i ich pasji. Możemy ich krytykować i drwić z tego, w jaki sposób opowiadają o górach. Tylko po co? A może warto zajrzeć w siebie, w swoje własne serce i zobaczyć, czy tli się w nim jeszcze jakaś iskra pasji? Czy już ją w sobie zgasiliśmy? No bo przecież jesteśmy za starzy na to, by marzyć. No bo przecież mamy obowiązki, pracę i rachunki do opłacenia.

A co jeśli podejmiesz ryzyko i powiesz sobie, że może warto jeszcze raz spróbować? Może warto odrzucić to, co mówi świat a przyjąć to, co mówi ci twoje własne serce? Może jakość twojego życia będzie wtedy zupełnie inna?

I może nie trzeba zdobywać ani góry Nanga Parbat, by to poczuć? Może trzeba zdobyć jakieś swoje małe wzniesienie, które jest dla ciebie szczytem Himalajów? Może dopiero wtedy poczujesz to, kim jesteś i że wcale nie jesteś kimś gorszym od sąsiada?  Może w końcu docenisz siebie i że naprawdę nie musisz się z nikim wcale ścigać i nikomu niczego udowadniać? Może po raz pierwszy pozwolisz własnym uczuciom po prostu być, zamiast je nałogowo w sobie tłumić?

Może dzięki temu po raz pierwszy od wielu lat uśmiechniesz się prawdziwie do swojego dziecka i powiesz mu tak z głębi swojego serca, że je kochasz i że jesteś z niego dumny i w nie wierzysz?

Kto wie, co się stanie, gdy odrzucisz swoje maski i pozwolisz sobie na bycie sobą? Może sam siebie zaskoczysz i zapragniesz być po prostu prawdziwy?