Koncerty

Wielkie show, lecz za mało muzyki- Thirty Seconds To Mars w Polsce

Bilet na koncert zespołu Thirty Seconds To Mars kupiłam w dniu uruchomienia sprzedaży. Nie chciałam bowiem przegapić, jak miało to miejsce w przypadku Linkin Park z Chesterem. Leżał on sobie spokojnie w szufladzie i czekał na środę- 18 kwietnia.

Do łódzkiej Atlas Areny zawitałam ponownie na wielkie widowisko, poprzednio miałam tą przyjemność uczestniczyć w koncercie Hansa Zimmera i było to dla mnie ogromne muzyczne przeżycie. Dlatego nie ukrywam, że bardzo się jarałam przyjazdem Jareda Leto do Polski. Człowieka, którego bardzo szanuję za jego podejście do życia, za niegasnący optymizm i afirmację życia oraz odwagę w wyrażaniu swoich poglądów i jednoczenie ludzie.

Tak, Jared Leto stworzył swego rodzaju socjum, a nawet movement. Jego osobowość często jest drogowskazem dla milionów młodych ludzi na całym świecie a jego fanklubowe campy wyprzedają się co do ostatniego miejsca. Osoba Jareda Leto ukazuje, że młodzi szukają autorytetów, kogoś, kto ich wysłucha, doda odwagi i najzwyczajniej w świecie da energię ze sceny.

Niewątpliwie łódzka Atlas Arena oszalała na punkcie tego człowieka. Wolnego jak ptak, z niesamowitą ilością pomysłów w głowie. Już na sam jego widok dziewczynom miękną kolana i dostają ataku histerii. Jared jest idolem, jest showmanem, który czerpie energię od publiczności, która go uwielbia.

Czym jednak dla mnie był ten koncert, człowieka dwadzieścia lat starszego niż fani Jareda? Bardziej wymagającego, który rozsmakował się muzyce? Z niedosytem muszę stwierdzić, że było to dla mnie za mało. Utwory, które zaprezentował zespół były zaśpiewane przez Jareda tylko we fragmentach i to w większości przez publiczność. Sorry, ale kiedy do Polski przyjeżdża gwiazda takiego formatu, to ja oczekuję pełnego profesjonalizmu. A przecież Jared potrafi śpiewać i ma niesamowitą barwę głosu, co zaprezentował chociażby w piosence „Stay”. Dlaczego tak mało było jego wokalu podczas tego koncertu, to nie mam pojęcia!

Momentami Jared wyraźnie nie mógł wyciągnąć dźwięków do góry i kierował mikrofon w stronę publiczności.  To był bardziej spektakl, mam wrażenie, że wystarczyła sama obecność Jareda na scenie. Faktem jest jednak, że może przez zespół przemawiać zmęczenie, wszak gra koncerty codziennie w innym europejskim kraju. A może ja po prostu nie lubię koncertów w halach sportowych czy tym bardziej w galeriach handlowych, które są molochami oddartymi z wrażliwości i klimatu i tak naprawdę zabijają muzykę. No, ale przecież nie od dzisiaj wiadomo, że muzyka to też a może przede wszystkim biznes i hajs musi się zgadzać. Na mniejsze obiekty wielkie gwiazdy nie  przyjadą a i ludzie nie będą mieli okazji zobaczyć swoich zagranicznych idoli na żywo. Dla wielu bowiem jest to przeżycie wręcz magiczne, które na chwilę odrywa ich od rzeczywistości.

Jareda na scenie było dosłownie pełno, skakał, wciągał na nią ludzi, których przytulał, machał polską flagą. Zapewne dał im niesamowite przeżycia, które zapamiętają na długo a może i na całe życie. Były też sztampowe zwroty “I love you Poland”, “I love pierogi”. Warto odnotować króciutki występ w duecie Jareda z Natalią Nykiel podczas utworu “Dangerous Night”. Fani artysty przywitali Natalię bardzo entuzjastycznie i całkiem ładnie to wyszło na scenie.

Sam koncert był spektaklem, podczas którego zespół zaprezentował utwory głównie z krążków „This is war” (zabrzmiało m.in. „Hurricane”, „Closer To The Edge”, „Search and Destroy” oraz tytułowa” This Is War”), z „Love lust faith+dreams” („City Of Angels”, „Up In The Air”„Do Or Die”, „Bright Lights”) a także z najnowszego „America” („Dangerous Night”, „Rescue Me”, „Walk On Water”, „Rider”), na którym zespół niestety porzucił (być może na chwilę) gitarowe brzmienia na rzecz elektronicznych popowych eksperymentów. Co dla mnie trochę osobiście zabija muzykę. Wolę jednak „żywe instrumenty” na scenie i ludzi, którzy na nich grają, zamiast muzy puszczanej po prostu z komputera.

Mam mieszane uczucia, bo nie żałuję, że pojechałam. Mogłam na własne oczy zobaczyć to szaleństwo na punkcie idola. Z drugiej jednak strony muzycznie a raczej wokalnie wymagam więcej od gwiazd takiego formatu, jak Jared.