Ludzie

Wstyd się kończy tam, gdzie człowiek chce się spotkać z drugim człowiekiem w prawdzie- opowieść Kasi Nosowskiej.

Słuchałam dzisiaj wywiadu Eweliny Stępnickiej z Kasią Nosowską. Bardzo lubię tego rodzaju rozmowy na tak głębokie tematy.

Jaka więc była droga Kasi do jej wewnętrznego przebudzenia?

Wszystko, co jej się w życiu przydarzyło zawsze było okupione pierwotnym, bardzo silnym cierpieniem.  Ona nie rozumiała dlaczego jej się pewne rzeczy przytrafiają. Przecież wcale nie była złym człowiekiem? Nie było w niej przestrzeni do tego, by zaufać, że to cierpienie coś jej da, że ono jest potrzebne. Kasia w siebie nie wierzyła, była zalękniona i zakompleksiona.

Zdarzyło się więc to, czego się przez całe życie obawiała i wszystko się posypało. Bo ona przecież nie zasługiwała na to, żeby ją ktoś pokochał. Właśnie wtedy, ponad 3 lata temu, dosięgnęła swojego dna. Dotarło do niej, że całe swoje życie żebrała o czyjąś miłość. Tak bardzo się starała, żeby ją ktoś zaakceptował i polubił, aż w końcu wszystko runęło, była bardzo smutna i było jej źle w pracy i było jej źle w domu. Nagle okazało się, że te wszystkie wcześniejsze starania nie wystarczyły, bo jej partner ją zdradził i nałogowo pił.

Ona jednak powiedziała wtedy w końcu temu nie! Podczas tego wielkiego cierpienia, które ją spotkało, postanowiła o siebie zadbać. Gdy podjęła tą decyzję, to pojawili się też wokół niej ludzie, którzy jej pomogli. Trafiła na terapię osób współuzależnionych i usłyszała tam, że jej historia nie jest wyjątkowa, że ona ma wiele sióstr i braci, w takiej sytuacji.  

To było to zdanie, które do niej trafiło. W tej całej tragicznej sytuacji usłyszała też, że ma się zająć sobą. Kasia Nosowska rozsmarowała tą kluczową zasadę na całe swoje życie i teraz zajmuje się już tylko sobą, bo wie, że nie ma wpływu na ludzi. Ona nie mogła zażądać od swojego partnera, żeby coś ze sobą zrobił. Nawet tego wówczas nie chciała. To on sam potem postanowił to zrobić, bo to było też to jego dno, od którego miał się odbić.

Ten moment, kiedy Kasia zaczęła widzieć wszystko inaczej, przyszedł do niej w perfekcyjnym czasie jej życia. Zrozumiała, że nie ma nic złego w tym, że się czegoś nie potrafi, że się czegoś nie wie i, że to jest potworne zniewolenie, kiedy chce się być perfekcyjnym. A człowiek bardzo cierpi, kiedy tak się napina i chce wszystkim  pokazać, że potrafi sobie radzić. Niesamowita wolność przychodzi dopiero wtedy, kiedy człowiek potrafi pozwolić sobie nie wiedzieć i powiedzieć: nie.

Kasia zaznaczyła, że gdy się rodzimy, to jesteśmy kompletnie nowi na tym świecie i ten świat nam ktoś inny opowiada. Bardzo wiele osób zostaje w nim naszymi narratorami. To nasi bliscy, znajomi, osoby w szkole snują nam opowieść na temat tego, czym jest to życie. My się nie rodzimy z tym przeświadczeniem, że czegoś nie wypada nie wiedzieć, to jest po prostu nabyte.  Przez wiele lat słyszeliśmy przykre rzeczy na swój temat i wierzyliśmy, że jest to prawda.  Kasia podjęła jednak decyzję, że nie uznaje już dłużej tej prawdy. Ona dała sobie czas na to, żeby zbudować tą nową prawdę na swój temat.

Zajmując się sobą, próbując odbudować miłość do samej siebie i zdecydować się na to, że cokolwiek by się nie działo, to ja już siebie nigdy nie opuszczę, to ja nauczę się siebie szanować było dla niej kluczowe.

Ona nie wie skąd to się u niej brało, ale nagle wracała do niej ta niewinności dziecka, które się nie boi, póki mu nie każą się zacząć bać. I dlatego robiła wtedy to, co czuła, ale przyznaje, że w przeszłości były to rzadkie momenty. To nie było dla niej codziennością. Teraz pracuje już nad tym, aby to była codzienność. Jest to trudne, ale dzięki przemianie, którą przeszła uważa teraz, że jest szczęśliwa i nie boi się już wypowiedzieć takich słów na głos.

Ona nie chciała już, żeby to świat dał jej miłość i akceptację. Ona musiała dać to sobie sama. Nie jej bliscy, publiczność czy syn. Kiedy próbuje się tego zażądać od innych, czy to wykrzyczeć , to one wtedy wcale nie przychodzą. To jest wówczas tylko manipulacja.

Dlatego Kasia nie leczyła swojego partnera z uzależnienia, bo ona twierdzi, że na siłę nikogo uzdrowić się nie da. Dzięki temu, że wówczas żyli osobno i zajmowali się tylko sobą osobno, to mogli do siebie potem wrócić i iść dalej przez życie razem, bo tego chcieli.  Kasi zależało na tym, by móc towarzyszyć swojemu partnerowi w tej jego przemianie.  

Dla Kasi Nosowskiej kochać, to jest chcieć dawać i nie można tej miłości na kogoś zrzucać, ona nie może być obowiązkiem i czyimś wypełnieniem. Kasia teraz nie boi się już być w związku, bo nie uważa, że musi w nim być.  Jest szczęśliwa, że idzie ze swoim partnerem równolegle przez życie, a nie że któreś z nich kogoś nosi na swoich barkach.

Nie możemy nikomu pomóc, jeśli on tego nie chce. Nie możemy niczego ludziom nakazać ani rozkazać. Dzięki temu, że my zajmujemy się sobą, to zaczynamy dawać tą swobodę innym ludziom. Kiedy przestajemy chcieć nimi manipulować, to zaczynamy ich bardziej widzieć. Przestajemy się też wstydzić tego, że się chce tego, co się chce.

Dzisiaj Kasia w jakimś sensie jest już gotowa zaakceptować wszystkie  przyszłe trudne momenty, którym będzie towarzyszył ból. Ma w sobie już taką otwartość i akceptuje to, że z tego może wyniknąć coś bardzo dla niej szczególnego.

Bowiem szczęście nie jest nienaruszalne, a życie jest drogą.  Teraz jednak Kasia idzie nią już inaczej. Choć do celu jest jeszcze daleko, ale ona mimo wszystko idzie i cieszy ją właśnie sama ta droga. Idzie jej się nią lżej, bo zrzuciła już z siebie plecaki z ciężarami innych ludzi, które na sobie nosiła. A wcale nie było łatwo ich zdejmować z własnych pleców. Dotarło do niej, że może też nie dopuszczać do siebie ludzi, przy których czuje, że gaśnie. I wcale nie musi z nimi pić kawy, ani też nie musi ich wcale zmieniać.

Kasia wierzy też, że pomimo tego, że jesteśmy od siebie różni, to przytrafiają nam się w życiu podobne historie i że każdy z nas jest cudem. Wierzy też, że podstawą sprawą jest zaufać, że wszystko będzie dobrze a najlepiej będzie wtedy, gdy zajmiemy się po prostu sobą.  A gdy podczas tego procesu przemiany odejdą od nas niektórzy ludzie, to będzie to tylko z korzyścią dla nas. Jedni muszą odejść, aby mogli przyjść inni.

Czasem jeszcze pojawia się w jej głowie ten głos, który powtarza: “jesteś beznadziejna“, ale Kasia już go w sobie dzisiaj słyszy i pomimo tego, że on jest, to idzie dalej. Ona dzisiaj codziennie sobie  przypomina, że idzie już nową drogą i że nie może wpadać w te stare schematy i, że ma już siebie nie opuszczać.

Kiedy zdarzają nam się słabsze chwile, to one wcale nie są uszczerbkiem na tym, kim jesteśmy. Kiedy upadamy możemy się za chwilę podnieść.  Jeśli coś nam się nie uda to wcale nie oznacza, że nie jesteśmy już biali i od razu stajemy się czarni. Czasem będziemy w życiu pływać na powierzchni a czasem będziemy też nurkować i sięgać dna.

Jak się wyjdzie z tego życiowego błota, to się potem czasem myśli, że człowiek już zawsze będzie taki biały i taki czysty, bo tylko wtedy będzie wartościowy. A przecież to, co jest pośrodku także jest pełne wartości i także jest cudem.

“Nigdy nie pozbawiaj człowieka dna, bo czasem to jest jedyne miejsce, gdzie może spotkać siebie
albo jedyne miejsce, gdzie on może spotkać Boga,
albo jedyne miejsce, od którego on może się odbić we właściwą stronę”.

Kasia Nosowska zwraca uwagę także na to, że pomimo tego, że nie jesteśmy już dziećmi, to nadal w świecie trwa ta narracja, która nam mówi co ma nam się podobać, jaki kolor ubrania mamy nosić, bo tej jesieni jest modny szary a nie jak rok temu pomarańczowy. Jeśli się temu poddamy, to wówczas nawet moda staje się niewolą. Będziesz nikim, jak nie będziesz mieć szarego swetra więc się zapożyczysz, żeby go jednak mieć.

W takim podejściu do życia jest jakaś paranoja. Komunikat jest taki: “My wam powiemy, co trzeba posiadać, żeby być zajebiście cool“. Tych komunikatów jest bardzo dużo. To są setki różnych informacji, panuje taka presja, że na świecie istnieje tylko jeden zestaw, żeby móc powiedzieć o sobie, że jestem szczęśliwym i spełnionym człowiekiem.

A to przecież są wszystko mity. Tak jak to, że jak się ma pieniądze, to wtedy wszystko jest ok. Owszem jest jakieś poczucie ulgi, że ma się pieniądze na spłatę kredytu, ale czy jest to uczucie spokoju i szczęścia? No, nie!  Nie istnieje nic takiego, jak stały zestaw atrybutów, który zwie się szczęściem, o który powinniśmy każdego dnia walczyć, żeby je wreszcie poczuć. To nie jest tak. Dla Kasi Nosowskiej szczęście jest tożsame ze spokojem. Ona mówi, że nawet w metrze można ten spokój poczuć, kiedy jest się w nim samym ze sobą.

Tak sobie myślę, że ta zalękniona, nie wierząca w siebie, zakompleksiona w przeszłości Kasia jednak miała w sobie tą wewnętrzną siłę i czasem słuchała intuicji, która jej mówiła idź w prawo, gdy wszyscy chcieli iść w lewo. Ona miała w sobie, choć nie wiedziała skąd, taką pewność i siłę w tych swoich kluczowych wyborach. I to właśnie one doprowadziły ją do tego miejsca w życiu, w którym teraz jest i może o sobie powiedzieć, że jest szczęśliwa.

Cieszę się, że w grudniu będę mogła posłuchać Kasi na żywo. Myślę, że będzie to dla mnie ważne spotkanie. Cieszę się z każdej ludzkiej przemiany i z tego, że ludzie coraz częściej zaczynają o niej mówić i się jej nie wstydzić.